Wodospady Foz De Iguazu

0
443

Ilha Grande opuściłam ze świeżym umysłem i pogodnym nastawieniem. Moim następnym przystankiem były wodospady Foz De Iquazu, które znajdują się na granicy brazylijsko-argentyńskiej.

Obszar na którym się znajdują sąsiaduje z dwoma małymi lokalnymi miasteczkami, które żyją z turystyki w tym regionie.

Żeby jednak się tam dostać, musiałam z Ilha Grande powrócić do Rio. Samolot z Rio na brazylijską stronę wodospadów kosztuje ok 200$ w jedna stronę a lot trwa około 2 godziny.

Po stronie Brazylii znajduje się ok. 20 % wodnej atrakcji, a reszta jest w Argentynie. Wodospad jest długi na około 2 kilometry i składa się z 275 odrębnych progów skalnych. 1756m2 na sekundę to średni przepływ wody. Imponujące prawda…?!

Podobno szum wody można usłyszeć z odległości aż 20 kilometrów. Jak powiedział mi „przyjaciel Google”, w przeszłości znajdowały się tam wodospady Guaira z największym na świecie przepływie wody. Obecnie jednak są zalane przez zbiornik elektrowni wodnej Itaipu.

Jako że w Ameryce Południowej nie bywa się codziennie, oczywiście musiałam odwiedzić obie strony wodospadów. Jeśli kiedykolwiek będziecie się tam wybierać, to zachęcam do korzystania z lokalnych środków transport. Nie jest to aż takie bardzo skomplikowane jak by się mogło wydawać, a zdecydowanie tańsze. W Brazylii zęby dostać się z lotniska do miasta można po prostu wziąć lokalny autobus, zamiast płacić fortunę za taxi. Obydwa miasteczka są bardzo małe i nie wiele się tam dzieje. przestępczość jest nieco mniejsza, ale nie zerowa.

Troszkę bardziej skomplikowane jest przeprawienie się z Brazylii do Argentyny lokalnym transportem, ale nie niemożliwe. Autobusy, troszkę przypominające te polskie z czasów PRL–u, odjeżdżają co ok. pól godziny z dworca głównego. Generalnie są dwie firmy lokalne, które oferują transport i trzeba zwrócić uwagę z usług której się korzysta. Autobus ten zabiera pasażerów na granicę i tam zostawia. Odjeżdżając w drogę powrotną zabiera tych, którzy już przeszli odprawę. Zatem udajemy się do okienka w celu odprawy, potem po drugiej stronie czekamy na kolejny autobus, zęby po 15 min znowu go opuścić i udać się do odprawy na stronie argentyńskiej. Troszkę to meczące, ale konieczne jeśli się chce obejrzeć wodospady z obydwu stron. Wiele podróżników wraca tego samego dnia, więc muszą przejść tą samą procedurę dwukrotnie.

Z Brazylii czy Argentyny można także wybrać się na jednodniową wycieczkę do Paragwaju, gdzie podobno można kupić tanią elektronikę i odzież.

Wracając do wodospadów… Śmiało mogę stwierdzić, ze Niagara się przy nich chowa. Pomimo że przeludnione, zachwycają! Tęcze, szum wody i wszechogarniającą naturą, a raczej cuda natury sprawiają, że człowiek czuje się malutkim ludzikiem. Rwąca woda, silą wyższa której nie da się zatrzymać. Zdjęcia mówią same za siebie. Co prawda na kontemplacje nie ma co liczyć ze względu na tłumy turystów, ale podobno nie można mieć wszystkiego.

Za swoje miejsce zamieszkania piękny park wybrały sobie szopy. Owe zwierzaki wydają się mało zainteresowane tym co się dzieje w około, robią swoje, wychowują swoje dzieciaki oraz poszukują pożywienia. I tutaj właśnie natrafiamy na schody – owe przemiłe zwierzaki potrafią być agresywne jeśli wyczują lub zobaczą jakiekolwiek pożywienie. Maja ostre, szpiczaste zęby, których nie wahają się użyć. Ostrzeżenia znajdują się wszędzie, żeby nie dokarmiać ani nie eksponować żywności w pobliżu, gdyż grozi to atakiem. Ja trzymałam się od nich z daleka.

Wodospady Iguazu były jednym z najważniejszych przystanków w mojej podroży po Ameryce Południowej,

Zdecydowanie warte odwiedzenia. W szczególności strona argentyńska.

Agata